Nazywam się Robert Palczewski, urodziłem się i mieszkam w Olsztynie. Zajmuję się wieloma działaniami mającymi na celu wsparcie w rozwoju Multiagencję Ubezpieczeniową Ultra Ubezpieczenia. W skrócie – od robótek typowo administracyjnych, poprzez rozliczenia prowizyjne po wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych i szukanie nowych szans rozwojowych. Jednym z aktualnie ważnych projektów jest wewnętrzny portal informacyjny.
W tym miejscu chciałbym opisać swoje zmagania, związane z jego rozwojem – i przynajmniej na początku tematykę tego bloga skupić właśnie na tym. Od dawna myślałem o założeniu bloga, aby mieć dodatkową motywację do działania oraz móc podzielić się swoją wiedzą. Być może też, jeśli trafi tu ktoś życzliwy, obeznany w temacie lepiej ode mnie, podzieli się dobrą radą kiedy znajdę się pod ścianą. Będę opisywać w jaki sposób minimalnym kosztem i przy podstawowej wiedzy informatycznej, można stworzyć portal informacyjny dla pracowników firmy bądź instytucji. Kiedy poszukiwałem potrzebnych informacji, nie mogłem znaleźć żadnego źródła, dzięki któremu mogłem przystąpić do budowy takiego portalu, wiedząc, co mogę ostatecznie osiągnąć. Każde rozwiązanie, którego użyłem, było wynikiem własnych poszukiwań i eksperymentów. Jeśli, ktoś kiedyś chciał zbudować coś podobnego a poległ po drodze, postaram się pomóc wskazując od czego zacząć, czego użyć a czego unikać.
Głównym narzędziem, które wykorzystałem to darmowy skrypt CMS Joomla. Przetestowałem kilkanaście motywów, kilka framework’ów, ponad setkę wtyczek i wybrałem moim zdaniem najwłaściwsze. Następnie skonfigurowałem wszystko tak, aby spełnić pewne założenia: *dostęp ograniczony tylko do wybranej grupy użytkowników *zablokowana możliwość edycji profilu przez użytkownika *możliwość publikacji wiadomości i grupowanie ich w kategorie oraz oznaczanie tagami *osadzanie zewnętrznych rozwiązań (np. dokumenty google) *responsywny układ przygotowany do obsługi przez urządzenia mobilne *dział download dla dokumentów. Jeśli, jest ktoś, kto bez specjalistycznej wiedzy programistycznej oraz bez ponoszenia znacznych kosztów chciałby zbudować prosty portal informacyjny o cechach opisanych powyżej, zrobi to, śledząc tego bloga.
Innym zasobem wiedzy, którym chciałbym się podzielić a przy okazji spróbować uzyskać jakiś „feedback” to tłumaczenia wtyczek do popularnych CMS’ów, głównie WordPress’a. Wiele wtyczek, z powodu braku ogólnie dostępnych lokalizacji musiałem przetłumaczyć osobiście. W większości przypadków ograniczyłem się do frontend’u, tak, aby użytkownik nie miał problemu z korzystaniem z danej witryny. Całkiem niedawno odkryłem, że społeczność WordPress’a ma własne narzędzie i skupia tłumaczy wolontariuszy wokół własnego projektu. Ucieszyłem się wielce i mimo, że musiałem zrobić to ręcznie przepisałem tłumaczenie niewielkiej wtyczki do odpowiedniego panelu, o czym poinformowałem jednego z trzech dyrektorów polskiego zespołu tłumaczy. Zaraz minie piąty dzień, jak żadna z fraz nie została zrecenzowana a odpowiedzi również nie otrzymałem, mimo, iż jestem non stop zalogowany na ichniejszym komunikatorze #slack. No cóż, szkoda… Postanowiłem, że nie może być to przeszkodą ku temu, by chętni nie mogli korzystać z wykonanych przeze mnie tłumaczeń. Będę je sukcesywnie udostępniać a także informować o możliwości pobrania i wykorzystania ich przez zespoły tłumaczy danej społeczności. Może przyspieszy to ich lokalizację, która w wielu przypadkach jest w tylko częściowym stopniu wykonana a na dodatek w niewielkiej, ale jednak części, niepoprawnie. Jako, że nie jestem zawodowym tłumaczem, a i możliwe błędy mogą powstać także w wyniku nieznajomości kontekstu, liczę na wspomniane wcześniej wsparcie w postaci informacji zwrotnej, dzięki której będę mógł poprawić i udostępnić tłumaczenie jeszcze lepszej jakości. Dobrym przykładem jest dość popularna wtyczka, której tłumaczenie kończę a zespół tłumaczy WordPress’a utknął na 35%. To ponad 10 tysięcy słów i ponad 60 tysięcy znaków w tekście źródłowym, co daje mnóstwo okazji do pomyłki. Co do całego translatorskiego systemu WordPress’a, muszę się do czegoś przyznać – nie przeczytałem całej dostępnej dokumentacji, możliwe, że sam ponoszę winę, za to, że nie zwrócono uwagi na moje tłumaczenie. Niestety nie miałem na to czasu i może popełniłem jakieś faux-pas! W każdym razie tłumaczę z potrzeby na tu i teraz, nie mogę czekać na wszelkie procedury by z nich skorzystać. Nie widzę też powodu, aby skorzystać nie mogli inni.
Zmierzając już do rychłego końca pierwszego wpisu… mam nadzieję, że moje teksty dostarczą komuś inspiracji lub w inny sposób okażą się pomocne. Z drugiej strony, po cichu liczę na pozyskanie cennych kontaktów wśród profesjonalistów i ich wskazówki, dzięki którym będę mógł się dalej doskonalić w tym co robię.

Ufff… 🙂